Książkę pt. „Włoskie szpilki” napisała Magdalena Tulli, która jest także tłumaczką i autorką książek „Sny i kamienie”, „W czerwieni”, „Szum”. Pisarka jest laureatką Nagrody Fundacji im. Kościelskich, była także wielokrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike.

Magdalena Tulli mieszka na warszawskim Mokotowie, lubi leżeć na kanapie, jeździć na rowerze i grać na pianinie. I jak sama mówi, lubi pisać, żeby porozumieć się z innymi ludźmi, bo tylko wspólnota może zdjąć z człowieka ciężar samotności.

Książka „Włoskie szpilki”, a właściwie licząca niespełna sto pięćdziesiąt stron książeczka składa się z siedmiu odrębnych opowiadań, które uzupełniają się nawzajem i tworzą niezwykle harmonijną całość. Dwie główne postaci tych opowiadań to mała dziewczynka i jej matka. Autorka nie ukrywa faktu, że wydarzenia przedstawione w książce dotyczą jej rodziny. Matka dziewczynki to była więźniarka obozu Auschwitz, która w czasie wojny straciła całą rodzinę. Po wojnie wychodzi za mąż za Włocha, owocem ich miłości jest córka. Całe życie córki będzie naznaczone wspomnieniami tragicznych wydarzeń z okresu drugiej wojny światowej. Dziewczynka uczęszcza najpierw do przedszkola, gdzie osiemnaście lat po wojnie straszy się dzieci powrotem Niemców, a następnie do szkoły. Pobyt w szkole jest dla niej koszmarem. Ma ogromne trudności z nauką, nie potrafi przez wiele lat nauczyć się czytać i pisać, często spóźnia się na lekcje. Jest niewyobrażalnie samotna. Stanowi przedmiot drwin i żartów zarówno dla rówieśników jak i nauczycieli. Matka jest często wzywana do szkoły by wysłuchiwać od wychowawców jak wielkim nieudacznikiem jest jej dziecko. Matka nie potrafi pomóc córce, nie daje jej żadnego wsparcia emocjonalnego, nie potrafi okazać jej miłości. Z kolei ojciec, Włoch z dobrego, bogatego domu nie interesuje się problemami córki, jest obojętny na jej cierpienia i chłód emocjonalny jej matki. Każde wakacje dziewczynka spędza u swojej babci w Mediolanie, w rodzinnym domu ojca, ale włoska rodzina nie darzy jej miłością.

Tej książki nie da się przeczytać jednym tchem, wywołuje bowiem u czytającego wiele smutku, współczucia dla trudnych przeżyć małej, samotnej dziewczynki, która nie może liczyć na pomoc ze strony bliskich. Książkę warto przeczytać, bo napisana jest pięknym językiem i pobudza do refleksji i przemyśleń jak bardzo przeszłość determinuje naszą teraźniejszość.

Klubowiczka – Pani Maria Wojtaś